Dlaczego kupuję?

Dlaczego kupuję?

Oprócz oczywistych potrzeb…

Kupuję, żeby uczcić sukces, rozładować stres, wypełnić czas, poradzić sobie z emocjonalnym bólem, poprawić humor, nagrodzić siebie, ukoić porażkę, wypełnić samotną pustkę, sprawdzić się wyszukując kolejną jedyną okazję, bo ulegam przyjaciółce, bo chcę.

Dlaczego kupuję? Emocjonalne kupowanie

Niestety z badań wynika, że my kobiety częściej dajemy się ponieść emocjonalnym zakupom. Naszymi mega szybkimi decyzjami zakupowymi kieruje stan emocjonalny w danym momencie. Często czujemy się niedocenione więc kupujemy w nadziei, że choć przez moment poczujemy się lepiej doceniając same siebie. Kupujemy z zazdrości w nadziei, że zrobimy wrażenie na koleżnace w pracy, z poczucia winy dla bliskiej osoby z którą nie możemy spędzić wystarczająco czasu.

Kupujemy z euforii „raz się żyje”, oraz dostępności karty kredytowej „raz się żyje, jutra może nie być”

dlaczego kupuję

W dobie ebay, amazon, paypal

oraz innych fantastycznych, szybkich rozwiązań pora dnia, otwarcia i zamknięcia galerii handlowej nie jest żadną przeszkodą, aby poczuć się lepiej w ciągu kilku minut. Jeżeli nie mogę poszwędać się po butikach, poprzekładać wieszaków, ponapawać się kolorami i przymierzeniem “żywego” materiału zawsze istnieje jeszcze doskonałe e-rozwiązanie w kapciach.

E-mocje.

Ciężki dzień w pracy, po ciężkim tygodniu i miesiącu dawania z siebie 100%. Brak wsparcia, docenienia i podziękowania. Brak czasu dla siebie i przyjaciół żeby wyjść na kolację. W domu pusta lodówka, bałagan i samotny wieczór. Smutek. Zakupy

Ciężki dzień w pracy, po ciężkim tygodniu i miesiącu dawania z siebie 100%. Świetna wypłata, awans, kolejne wyjście na kolację z przyjaciółmi. W domu pełna lodówka, idealny porządek, kolejne wino, głośna muzyka. Euforia. Zakupy

Scenariuszy może być tyle ile jest naszych osobistych historii. Przemysł nas zna. Zna podstawę naszych wyborów. Wie jak zaspokoić nasze potrzeby. Ale czy my siebie znamy? Dlaczego kupujemy? Jakie emocje wpływają na nasze decyzje zakupu?

Czy znasz e-wyobrażenie siebie w e-jeansach, e-sukience i e-szpilkach oraz całej wszechinternetowej e-galerii. Prosta, ekspresowa e-płatność nawet o 2 nad ranem kiedy nie można zasnąć, potrafi sprawić chwilową radość i co za tym idzie kolejny wypływ kasy z karty. Nie wspomnę o poczuciu winy i bezsensowności kupienia kolejnej beżowej torebki.

Kontrolowanie wydatków sprawia taką samą trudność co kontrolowanie nawyków na diecie.

Nie mogę całkowicie przestać jeść, zamknąć lodówki na kłódkę, udawać, że nic nie widzę i nie jestem głodna. Kontrola jest wtedy poza mną, należy do lodówki a ja boję się nawet wejść do kuchni.

Żeby kontrolować to co jem potrzebne jest moje ulubione opanowanie, silna wola, ale również świadomość dlaczego jem.

Dlaczego jem?

Gdy uświadomiłam sobie, że najważniejszą rolą jedzenia jest dostarczanie mi składników odżywczych, siły i energii do pracy i oczywiście gry w tenisa to nagle słodki, tłuściutki croissant z dżemem stracił swoją moc. Nie dostarcza mi nic oprócz zbędnych kalorii. No nie. To nie jest do końca prawda…Dostarcza mi słodkiej porannej przyjemności a w połączeniu z aromatyczną kawą tworzy podwójny duet, któremu trudno się oprzeć.

Identycznie jest z zakupami.

To jest nawet naczynie połączone w moim przypadku. Dieta i zakupy. Kiedy uświadomiłam sobie, że nie potrzebuję większości zawartości sklepowego koszyka to łatwiej mi robić listę z produktami i trzymać ręce w kiszeniach zanim sięgnę po coś z półki.

Ale unikać sklepów i kupowania się nie da. Bo zawsze coś będzie w zasięgu wzroku, ręki i portfela.

Ja zauważyłam, że najwięcej pieniędzy wydawałam nie na ciuchy ani gadżety do domu tylko na restauracje. Uwielbiamy spędzać czas z moją rodziną w towarzystwie dobrego jedzonka. Każdy wypad do miasta czy na wycieczkę kończył się jedzeniem w restauracji, deserem i kawą.

I to jest fantastyczne usiąść razem po długim spacerze, degustować lokalne potrawy i rozmawiać przy jedzeniu, ale po przeanalizowaniu wydatków z zeszłego roku to właśnie ta pozycja mnie zabiła swoją gigantycznością.

Emocjonalne zakupy dominiki – trochę większe niż szpilki czy torebka

I opel tigra 

Mój ukochany samochód kupiłam w Anglii cztery lata temu po zaoszczędzeniu pierwszych ciężko zarobionych funtów szterlingów. To był dziesięcioletni, malutki, sportowy, srebrny opel tigra, w którym na stałe woziłam kable bo po pół roku inaczej nie odpalał. To był pierwszy samochód, który kupiłam za własne pieniądze i który stał się moim „przyjacielem” w najtrudniejszym pierwszym samotnym roku pracy za granicą bez rodziny. Zawoził mnie na samotne spacery na kornwalijskie plaże, wysłuchiwał jak beczę z tęsknoty i jak modlę się żeby przetrwać.

Peugeot 107

Potem kupiłam kilkuletniego Peugeota bo był sprawny i mega ekonomiczny, ale nie pasował do mnie. Nie miałam radochy wsiadając do niego. Jednak powiedziałam Bartkowi, że nie będę zmieniać auta przez kolejne kilka lat tylko dlatego żeby poczuć się lepiej, jeśli jest to ekonomicznie nieuzasadnione.

II opel Tigra

I w zeszłym roku na lokalnym gumtree wyskoczyło mi ogłoszenie przepięknego opla tigry w idealnym stanie z małym przebiegiem i…otwieranym dachem. Padłam. Pokazałam Bartkowi, jaki był piękniutki a on do mnie z grubej rury, żebym napisała do właścicielki, że jutro możemy go obejrzeć i się nim przejechać. Tylko zobaczyć bo pewnie stan auta nie jest taki dobry w rzeczywistości.

Był piękny, słoneczny, czerwcowy piatek. Niezwykle uprzejme angielskie małżeństwo przywitało nas serdecznie w swojej imponującej kornwalijskiej posiadłości i zaprezentowało Tigrę wyprowadzając ją z dumą z garażu jak rasowego araba. Właścicielka czule się o nim wypowiadała i jak bardzo zależy jej żeby autko trafiło w dobre ręce. Jakby miała na sprzedaż ledwo co odchowanego kociaka. Pokazała mi jak prosto otwiera się dach i wręczyła kluczyki. Dwuosobowa sportowa strzałka z silnikiem 1,8. Chłodno błękitny metalik.

dlaczego kupuję

 

Nie wiem ile minut jechałam bo wrażenie jazdy odebrało mi poczucie czasu i rzeczywistości.

Włosy rozwiewał mi ciepły wiatr a przestrzeń wokół mnie rozpłynęła się. Jadąc tym samochodem czułam zapach skoszonej trawy i słyszałam ptaki. To było dopiero 6D 4K HD Dolby Digital Surround!

Zgadnij ile czasu potrzebowałam, żeby podjąć decyzję o kupnie nowego i sprzedaży poprzedniego samochodu? Krócej niż zamykał się mini bagażnik na mini zakupy.

Oczywiście nie ma nic złego w przyjemności i radości kupowania…ale teraz kiedy uczę się oszczędzać i zarządzać budżetem oraz zdałam sobie sprawę jakie to jest ważne, pierwszeństwo oddaję napompowanej poduszce bezpieczeństwa finansowego i pełnemu słoikowi na wypadek awarii. Pewnie gdy zacznę zgłębiać tajniki inwestowania, okaże się, że i ta perspektywa jest dla takich wydatków zgoła inna. Nawet mnie dziwi, że o tym inwestowaniu pomyślałam.

Czego się nauczyłam?

Po pierwsze przekierowałam moją umiejetność i satysfakcję z wyszukiwania okazji “niezbędnych” towarów i usług na satysfakcję z odłożenia czegoś spowrotem na półkę. Dosłownie zrobiłam zawody z samą sobą w eliminowaniu zbędnych produktów z mojego życia. Hehe to znaczy z kuchni.

Po drugie Bartka ciotka, jakkolwiek nie jest dla mnie autorytetem w zarządzaniu czymkolwiek, a już napewno nie finansami, nauczyła mnie jednej doskonałej rzeczy. Powtarzała to tyle razy, że wkońcu wdrukowało się w moją pamięć.

Prześpij się zanim coś zdecydujesz. Prześpij się zanim coś kupisz

dlaczego kupuję

I zaczęłam tak robić zanim klikęłam PayPal. I na drugi dzień okazywało się, że albo mogę się jeszcze zastanowić nad kupnem albo nie było to tak potrzebne jak wczoraj albo wogóle o tym zapominałam.

Doskonała metoda! Sprawdza się w małych i strategicznych decyzjach.

Dopóki będą nami targać emocje, nie osiągniemy spokoju wewnętrznego, duchowego ani finansowego, bo to one rządzą naszymi decyzjami i wyborami. Złość, zazdrość, wstyd, samotność, radość, euforia…Ja chyba najwięcej pieniędzy wydawałam na książki. Ale zdarzyło mi się również parę razy kupić buty, które nie były wygodne, ale były tak piękne, że warto było je po prostu mieć. No i najczęściej kupuję pod wpływem radosnej  euforii, żeby siebie nagrodzić i docenić. Natomiast jak jest mi źle to kompletnie nie interesują mnie żadne zakupy, tylko najchętniej jadę na kawę. Waniliową latte

A ty? Dlaczego kupujesz?

dominika