Entuzjazm. Moje paliwo w drodze do celu.

Entuzjazm; chęć do działania, żarliwość, stan zachwytu, zapał, pasja.

Entuzjazm jest jak paliwo rakietowe napędzające każde działanie do którego podchodzę z pasją. Towarzyszy temu staranne przygotowanie, wielkie zaangażowanie i dzika radość z samego procesu tworzenia, wizji wymarzonego celu lub sprawienia komuś przyjemności.

Procedura startowa rozpoczęta, silniki odpalone, pasy zapięte.

Masa hałasu, kłęby dymu i opuszczam z ciekawością moją wygodną strefę komfortu wznosząc się ponad moje obawy, że coś się może nie udać.

Po emocjonującym starcie, kiedy silniki zwalniają regulując stałą prędkość, uspokajam oddech i płynnie zmierzam do kolejnego etapu.

I w tym etapie, po początkowej fascynacji, zaczynam się kręcić, rozglądać i robi mi się trochę nudnawo.

Czy entuzjazm z całą swoją siłą i energią jest możliwy do do utrzymania motywacji na każdym etapie wyprawy w drodze do celu?

Proces osiągania celów składa się z 3 etapów:

  • start
  • kontynuacja
  • meta

Są osoby, którym najtrudniej jest zacząć i zrobić pierwszy krok.

Są osoby, które z zapałem zaczynają, ale na etapie kontynuacji tracą cierpliwość i poczatkowy entuzjazm, nie docierając do celu.

Są też osoby które mają super start, wytrzymują jakis czas, ale nie mają dość determinacji, żeby wytrwać do samego końca.

Wystarczy, że wydaje nam się, iż w jednym z tych etapów jesteśmy słabsi i to już może spowodować niepowodzenie osiągnięcia celu.

Moim najsłabszym ogniwem jest etap najdłuższy – czyli kontynuacja. Zaczynam z fajerwerkami i pomponami, ale dosyć szybko się nudzę, rozglądając się dookoła za nowym elektrycznym energicznym bodźcem. Zwłaszcza, gdy meta nie jest jeszcze w zasięgu mojego wzroku.

Kiedy zdałam sobie sprawę, że entuzjazm z czasem traci na sile, wymyślilam swoje sposoby na zaangażowanie, aby w najdłuższym etapie nie zniechęcić się i wytrwać do mety.

Aby utrzymać zainteresowanie na wysokim poziomie, postanowiłam nudne, rutynowe i powtarzające się czynności uczynić fajnymi i ciekawymi (o ile można z księgowości uczynić cokolwiek interesującego)

Gdy to zrobiłam, zaczęłam umiejętnie poruszać się właśnie w tym etapie, aby przetrwać najnudniejszy okres.

Kiedy pierwsze oklaski, pochwały i początkowy zapał zaczynał mijać, pojawiła się rutyna i codzienna, systematyczna praca; zadałam sobie dwa pytania:

1. “Co dobrego i korzystnego może być w rutynie i powtarzalności?”

– Hmmm…często czytałam, że rutyna i trzymanie się zasad charakteryzuje dojrzałych ludzi. Najczęściej ludzi biznesu. I, że kształtuje charakter.

2. “Co fajnego i ciekawego potrzebowałabym wprowadzić do etapu II, żeby stał się dla mnie interesujący?”

– Może to zabrzmi dziecinnie, ale kupiłam sobie kolorowe markery, kolorowe karteczki, notesiki oraz segregatory i stworzyłam w domu mini business office. Ile razy mam się zabrać do podliczania wydatków, robię szybko porządek w salonie, zaparzam ulubioną zieloną herbatkę, włączam smooth chillout i mówię, że idę do biura i będę zajęta, bo mam bardzo ważne dokumenty do podpisania.

Kiedyś podliczałam wszystko jednego dnia i zajmowało mi to masę czasu bo miałam pełno paragonów wyciągniętych z portfela na stół. Od kiedy robię zakupy tylko 3 razy w miesiącu, mam ich zaledwie kilka i podsumowanie miesiąca kończy się, zanim moja herbata wystygnie.

Zrobiłam sobie z tego niezłą zabawę i myśl o paragonach oraz podliczaniu miesiąca przestała mnie paraliżować. Wiesz co? Nawet złapałam się na tym, że lubię czekać do tego momentu.

dominika