Gdzie zniknęły wszystkie moje oszczędności?

Gdzie zniknęły wszystkie moje oszczędności?

Po całym roku oszczędzania, dosłownie miesiąc po zakończeniu wyzwania, z mojego konta oszczędnościowego zniknęły wszystkie pieniądze! 

Po całym roku zaciskania pasa, odmawiania sobie, opanowywania swoich emocji, walki z samą sobą i żołnierskiej samodyscypliny na moim koncie oszczędnościowym zostało £ 0!!! Jak to się stało?

ok, zacznę od grudnia zeszłego roku…

W grudniu 2018 roku kiedy byłam totalnie rozsypana emocjonalnie Joanna wzięła mnie pod pachę i mimo mojej niechęci dosłownie zataszczyła mnie do doradcy kredytowego w agencji nieruchomości w moim miasteczku.

Jeszcze tego samego dnia popołudniu dostałam szokującą dla mnie odpowiedź, że jestem w stanie sama dostać kredyt na małe mieszkanko. 

Byłam w szoku bo jestem w UK tylko niespełna pięć lat, zarabiam bardzo przeciętnie i mam umowę o pracę na równie przeciętną liczbę godzin.Jak już doszłam trochę do siebie przejrzałam wszystkie dostępne oferty małych mieszkań na rynku i wtedy to dopiero emocje mi opadły…

Zdolność kredytowa

Zdolność kredytową miałam na garaż albo malutką kawalerkę w „mniej luksusowych” budynkach do totalnego remontu. Totalnego. Pomijam fakt, że na ten totalny remont po zakupie mojego własnego m 1/2, to już bym nie miała złamanego funta. 

Nie znasz mnie może tak dobrze, ale zapewniam cię, że co jak co, ale szczęście to ja mam w życiu nieprzeciętne. Dlatego też byłam pewna, że mimo nie najwyższych warunków finansowych dostanę najlepsze mieszkanko w całym mieście. Szczęścia jakie mi towarzyszyło przez te ostatnie kilka miesięcy nie jestem w stanie spamiętać. 

W lutym złożyłam aplikację na mieszkanie w programie rządowym o którym nie miałam bladego pojęcia, ale młody właściciel zapewniał mnie, że dam radę przez to wszystko przejść. Był pewien, że to właśnie ja, jako pierwsza oglądająca jego nieruchomość będę szczęśliwą posiadaczką m3.

Wysyłałam dokumenty za dokumentami, oświadczenia, sprawozdania, wyciągi, umowy, potwierdzenia, pdf, listy i podpisy. 

Zgoda na kredyt

Kiedy dostałam zgodę na i zaakceptowano moją skromną osobę do programu rządowego; dopiero wtedy ruszyła maszyna uzupełniania dokumentów zaczęłam czytać w jakim to szczęściu uczestniczę. 

Mogę powiedzieć, że potrafię komunikować się w języku angielskim, ale zrozumieć dokumenty urzędowe, prawnicze, ubezpieczeniowe i kredytowe to było dla mnie życiowe wyzwanie. 

Luty, marzec, kwiecień…i w maju dostałam klucze do mojego wymarzonego marzenia z marzeń!

Tym samym WSZYSTKIE oszczędności szczęśliwie odpłynęły z mojego konta na inne, obce konto.

Mój doradca kredytowy powiedział, że oszczędności które zebrałam przez ostatni rok zdecydowanie wpłynęły na pozytywną decyzję banku. 

Nie miałam pojęcia zaczynając moje wyzwanie rok temu, że dzięki temu dostanę kredyt na spełnienie swojego marzenia. Oczywiście czeka mnie nowe wyzwanie, bo poduszka finansowa wybuchła i nic po niej nie zostało, ale powoli ogarniam nowy plan. 

Jeżeli raz to zrobiłam, to zrobię to po raz kolejny! Moja pewność siebie w tym zakresie osiągnęła szczyt mojego ukochanego Zawrat (2159 m n.p.m)  https://pl.wikipedia.org/wiki/Zawrat

Jeżeli jeszcze myślisz czy zacząć oszczędzać, to nie ma gadania!  Wskakuj na mój pierwszy wpis i zabieraj się do roboty. Uczucie wolności finansowej; nawet teraz jak jestem spłukana jest absolutnie niewiarygodne! 

Potrafię oszczędzać, sprawdziłam siebie i mam pewność siebie, że jak raz to zrobiłam to zrobię to za każdym razem. 

Wiem; przyznaję, że poduszka bezpieczeństwa finansowego miała być zabezpieczeniem w razie draki i miała być „niedotykalna” Ale sytuacja pojawiła się absolutnie wyjątkowa. 

Nie miałam kiedy ci napisać przez tą całą zadymę, ale już w międzyczasie (od kwietnia kiedy sytuacja zaczęła stawać się realna) zdecydowałam wziąć dodatkowe zmiany w pracy. Przez ostatnie trzy miesiące tak się zmotywowałam, że zarobiłam i oszczędziłam tyle kasy, że w dniu odebrania kluczy do mojego mieszkania wjechało wszystko czego potrzebuje młoda kobieta (dojrzała kobieta) do życia! 

Dlatego wybacz mi proszę, że zniknęłam na blogu. Pochłonęły mnie ręczniki, pościele, lodówki, materace oraz rogowe sofy.

Wyobraź sobie jak po roku szaleję po sklepach oraz ebay wybierając farby i garnki.

Mogłoby się wydawać, że po tak długim oszczędzaniu będę wydawać kasę bez opamiętania, ale mnie samą zaskoczyło pozytywnie jak mądrze i rozważnie podchodziłam do zakupów.

Tyle razy sprawdzałam śmietnik na ebay’u, że w końcu wyskoczył mi kupon rabatowy na £5, żebym już przestała ich męczyć hahahah. Śmietnik kupiłam z rabatem! A co! Tak się szczęśliwie ułożyło, że praktycznie 95% wszystkich zakupów kupiłam na wiosennych wyprzedażach albo z innymi różnymi obniżkami.

Dużo cudownych rzeczy do mieszkanka dostałam od mojej rodzinki i przyjaciół. Zrobiłam taki research, że obudzona w nocy mogłabym powiedzieć po ile i gdzie są obecnie wyprzedaże na prześcieradła, albo gdzie widziałam najfajniejszą bambusową szczotkę do toalety w promocji.

Ale nie mogę również zaprzeczyć, że robienie zakupów po rocznej blokadzie portfela nie było FANTASTYCZNE ! 

Było!!! 

Dziś jest koniec czerwca. Na koncie jest echo. Nie ma nic.

Mieszkanie jest gotowe! Odmalowane, odświeżone, wysprzątane, wyposażone i … przytulnie moje.

Nie mogę się nadziękować za to co dostałam. 

bogaty słoik

Mieszkanie jest nowe (!?) znacznie piękniejsze niż marzyłam i znacznie większe niż mnie na nie stać. I to jest nieziemskie co się wydarzyło…

Historia dla ciekawych i wytrwałych. I dla wierzących w Boga.

Jak zarejestrowałam się na portalu nieruchomości do kupienia od razu zaczęłam się modlić, żeby dostać najlepszą okazję ever! Wiedziałam, że realnie nie ma takiej możliwości, żeby było mnie stać na coś extra, ale podskórnie czułam, że jakimś cudem  dostanę najfajniejsze mieszkanie w mieście hahaha. To trochę taka dziecięca, naiwna ale radosna wiara.

Którejś nocy szperałam po necie i zobaczyłam, że pojawiło się w ofercie nowe mieszkanie. Dopiero co dodane. Przeczytałam opis, obejrzałam zdjęcia i bez zastanowienia napisałam, że chciałabym zobaczyć mieszkanie w poniedziałek z samego rana. Dostałam maila od agencji, że właściciel zapomniał dodać w ogłoszeniu, że preferuje popołudnia. Tak nalegałam, że ostatecznie się zgodził.

Sekcja 106

Pojechałam z Joanną bo w ogłoszeniu była mowa o jakiejś kosmicznie brzmiącej „sekcji 106” i obawiałam się, że nie zrozumiem wszystkich szczegółów po angielsku. Mieszkanie było warte £155.000 a cena sprzedaży £94.000. Trochę się wcześniej orientowałam i na rynku brytyjskim jest wiele różnych deweloperskich opcji kupna oraz rządowych programów wsparcia . Ale nie we wszystkich mogę być 100% właścicielem mieszkania. W tym wypadku mieszkanie jest 100% moje, ale kupując je za 60% wartości jedynym warunkiem jest sprzedaż w przyszłości również za 60% wartości. Jest niezwykle mało takich mieszkań na rynku do kupna, na tak preferencyjnych warunkach.

Podczas oglądania właściciel poinformował mnie o szczegółach programu i zapewniał, że żeby startować do kupna tego mieszkania muszę zapisać się do programu rządowego „Help to Buy”

Help to Buy

W programie rządowym Help to Buy, który wspiera w kupnie mieszkań i domów jest dodatkowy program (program w programie) który się nazywa „local connection”. Mogą z niego korzystać osoby lokalne, które mieszkają i pracują w okolicy.

Tak więc zapisałam się do programu i po dostarczeniu dziesiątek dokumentów i dziesiątek rozmów przez telefon – zostałam zaakceptowana. I wtedy kolejne kroki i kolejne dziesiątki dokumentów, żeby z grona chętnych, zakwalifikowanych osób wybrali właśnie mnie!

I wtedy to się dopiero zaczęło! Prawnik, doradca kredytowy, ubezpieczyciel, agencja nieruchomości. Wszyscy chcieli wszystko i to w jednym czasie. Ostatecznie po trzech miesiącach przepraw przez setki dokumentów podpisałam umowę kupna.

Gdzie zniknęły wszystkie moje oszczędności?

I tego samego dnia, po odebraniu kluczy, gdy miałam 100% pewność, że mieszkanie jest moje, uwolniłam konto oszczędnościowe z którego wartkim strumieniem popłynęły pieniądze na wyszukane wcześniej meble i sprzęty domowe.

To niesamowite i wprost nieprawdopodobne, że ja sama mając niewielki depozyt i trochę oszczędności dostałam mieszkanie na które de facto nigdy nie byłoby mnie w stanie stać. Nowe mieszkanie 3 pokojowe, w nowym budownictwie na piętrze z dodatkowym poddaszem. W pięknej cichej, bezpiecznej dzielnicy, w którym wszystko jest nowe i nic nie wymaga remontu.

24 czerwca minął miesiąc jak się tam wprowadziłam i wciąż nie mogę się nadziwić jakim cudem dostałam taki prezent.

Mam wszystko czego potrzebuję. Ostatnie oszczędności wydałam na drewniane żaluzje. Codziennie szaleję z radości i nie mogę się nadziękować.

One Litlle Word

Najciekawsze jest to, że opisując Tobie w jednym z wpisów „one little word”, moim słowem na rok 2018-2019 było SELF CONTROL. Idealnie pasowało do mojego rocznego wyzwania oszczędzania.

W tym roku od wiosny 2019 do wiosny 2020 moim wewnętrznym uczuciem, które towarzyszyło mi od kilku miesięcy ubranym w słowo stało się „SAFE”.

Zdaje się, że potrzeba na nowo zacząć wypełniać „poduszkę”, to znaczy słoik bezpieczeństwa. Nie będzie dla mnie wyzwaniem o tyle, że już to zrobiłam raz. Chociaż teraz nie będzie łatwiej, bo z ratą kredytu i wszystkimi opłatami to jest jednak wyzwanie hahaha.

Po 8 przeprowadzkach w ciągu 10 lat jestem w stanie podjąć każde wyzwanie, jeśli wiem, że wracam do siebie. Do swojego miejsca na ziemi, gdzie czuję się bardzo bezpieczna.

Dziękuję za to. Dziękuję, dziękuję, dziękuję. Czyż to nie jest odlotowe?

dominika