Oszczędne podróżowanie

Oszczędne podróżowanie 

“Ludzie już tak mają.
Chcą zobaczyć wschód słońca nad morzem, ale wyłączają budzik, gdy zaczyna dzwonić o czwartej nad ranem.
Chcą zobaczyć wieżę Eiffela, ale nie oszczędzają pieniędzy na podróż. Nie wrzucają drobnych do słoika, nie próbują niczego poświęcić.
Chcą mieć prawo jazdy, lecz nie zapisują się na kurs.
Pragną napisać książkę, lecz czekają.
Na lepszy moment; na wenę; aż mąż wyjdzie do pracy; aż dzieci podrosną.
Czekają na lepsze czasy, które mogą nigdy nie nadejść.”

Regina Brett

Oszczędne podróżowanie – Dawid

Dawid dwa lata temu wyruszył sam z plecakiem i aparatem w swoją pierwszą tak długą i daleką samodzielną podróż. Z Wielkiej wyspy udał się poznawać miasta europejskie a zaraz po tym Indie i Islandię. Ludzi, architekturę, kulturę, smaki, klimaty i; jak sam stwierdził, poznawać siebie.

Ona; niespełna pięć temu wylądowała sama na Wielkiej Wyspie z jedną walizką.
Z podartymi marzeniami i żywymi rozczarowaniami. Teraz pozszywana i połatana pomału rusza do przodu.
Zdecydowała szybciej, ale potrzebowała więcej czasu, żeby się na nowo uformować.
I to na wszystkich poziomach. Na wszystkich, które były dla niej cenne. Cenniejsze niż kiedykolwiek. Chciała dojrzalej poznać ludzi, miejsca, docierać głębiej. Spokojniej spędzać czas. Uważniej.

Obserwowała jak Dawid z lekkością planował wyjazdy, czytał o miejscach, które chciał odwiedzić, organizował bilety, trasy i oszczędzał pieniądze na wymarzone podróże. On nie tylko marzył. On planował, pakował plecak i jechał.

Dzięki niemu odważyła się wielu rzeczy na nowo. Nikt inny nie umiał tak skutecznie jej pochwalić, skrytykować, słuchać, rozumieć, doradzić, zmotywować, rozśmieszyć i dać kopa na rozpęd.
Zaczęła pracować nad sobą, wymagać od siebie, przestała przymykać oczy na swoje słabości i wiążącą do krzesła rutynę. Zasiedziała się i zardzewiała w dorosłości. Praca, samochód do spłacenia, rachunki i bezpieczny święty spokój. Nie ma w tym złego, ale ona poczuła, że już się włączyła. Zapaliła na nowo.

Jej syn był pełen wszystkiego co wypełniało ją i marzenia gdy była w jego wieku.
Paląca ciekawość i odwaga granicząca z brawurą od zawsze buzowała jej we krwi podpalając młodzieńcze lonty pomysłów. Kiedyś wystarczyła iskra, żeby złapała plecak i ruszyła „stopem” z przyjaciółką na Mazury. Z drobnymi w kieszeni odważnie jechała pociągiem do Pragi a stamtąd w czeskie Kruszne góry, żeby w Jachimowskim lesie posiedzieć z marzeniami nad strumykiem.
Chciała wszystkiego i kiedyś wszystko wydawało się w zasięgu ręki…

Czy ciekawość traci swój urok z czasem bo wydaje się, że nic nie może nas już zaskoczyć? Że jesteśmy tacy mądrzy, że znamy odpowiedzi, że jesteśmy za starzy, żeby się zachwycać a może tak rozczarowani życiem, że uważamy, że już nie ma nad czym?

Oszczędne podróżowanie – Klaudia

Pamiętam jak Klaudia przyszła do nas przed wakacjami zeszłego roku i powiedziała : „Słuchajcie lecę jesienią na kilka miesięcy w podróż po Australii! Zalaliśmy ją pytaniami typu:

1. Do Australii ??? Nie było czegoś bliżej???
2. A co z pracą? Masz świetną posadę na którą tak długo pracowałaś?
3. Skąd weźmiesz na to pieniądze?
4. Z kim i do kogo tam lecisz?
5. Gdzie będziesz mieszkać?
6. Czy ty wiesz jak tam jest ciężko o wizę?
7. Co z mieszkaniem, samochodem, ubezpieczeniem…

A Klaudia bardzo spokojnie, opanowując jej rosnące podekscytowanie odpowiadała na każde pytanie jakby to była zwyczajna rozmowa o przygotowaniu przyjęcia urodzinowego.
Po kilku minutach dotarło do mnie, że to w moim umyśle pojawiły się te wszystkie wykrzykniki. Dla Klaudii w tym momencie żadna przeszkoda nie była zbyt wielka do pokonania.

Marzenie o tej wyprawie przemyślała wcześniej zanim do przyszła do nas. Nie przyszła pytać nas o zdanie bo jest już dorosłą osobą (22) tylko chciała się podzielić swoją decyzją i odpowiedziami na wszystkie nasze „ewentualne” wątpliwości.
I mimo, że tak jak ostatnio rozmawiałyśmy parę rzeczy zrobiłaby inaczej, to nic nie odbierze jej tych kilku miesięcy podróżowania w Vanie po stepach Australii z przyjaciółmi, karmienia kangurów czy nurkowania w Queensland!

W jej czystym zapalonym sercu było tak silne pragnienie, że na każde pytanie była odpowiedź. I niesamowite, że wróciła z powrotem cała i zdrowa, odzyskała swoją posadę w tym samym hotelu i oprócz przeciążonej karty kredytowej – zrobiła to!!!
Miała dość odwagi, żeby przerażenie codziennych zobowiązań nie zahamowało jej marzeń. Znalazła swoje „za” i ruszyła z miejsca. Dla nas to było trochę szalone, ale czym jest nasza ocena sytuacji w takiej sytuacji?

oszczędne podróżowanie

Oszczędne podróżowanie – Dominika

Nie planowałam wyjazdu w listopadzie, ale tęskniłam za Dawidem, więc spięłam się tak ostro, że odłożyłam dodatkową kasę, żeby odwiedzić go w Madrycie na jego studenckim roku w Hiszpanii.

Znalazłam tanie loty z Newquay do Londynu i z Londynu do Madrytu w dwie strony £175 i tanią kawalerkę w centrum stolicy Hiszpanii na tydzień na Airbnb za £175. Zaplanowałam budżet do wydania £150, żeby się zamknąć w równej kwocie £500. I nie wydałam ani funta więcej!!!

Postanowiliśmy z Bartkiem spędzić ten czas na luzie.

Bez porannego wstawania, żeby biec i zwiedzać. Bez ścisłego planu co oglądamy każdego dnia. Woleliśmy poszwędać się po uliczkach Madrytu bez pośpiechu.

Mieć czas poobserwować życie tego miasta, fotografować domy, okna, okolice. Posłuchać ludzi, ich pięknego języka, posiedzieć w klimatycznych kawiarenkach, spróbować świeże chrupiące churros z gęstą gorącą czekoladą na śniadanie i różnych rodzajów tradycyjnej Paelli na kolację.

W dzień moich urodzin pojechaliśmy do uroczego miasteczka Toledo, leżące na wzgórzu w zakolu rzeki Tag, stolicy wspólnoty autonomicznej Kastylia-La Mancha i prowincji Toledo. La Manchę, wiatraki i Don Kichota rozsławił Miguel de Cervantes hiszpański renesansowy pisarz.

Siedzieliśmy razem we trójkę i mimo, że każdy z nas słyszał o Don Kichocie to nie znaliśmy tej historii dokładnie. A ty?

Oszczędne podróżowanie – Toledo

Klimat Toledo sąsiadującego z La Manchą sprawił, że postanowiłam poznać Don Kichota bliżej.

Don Quijote de la Mancha. Zwany również rycerzem smętnego oblicza.
Na pierwszy rzut oka to dość smutna historia…podobno prawdziwa. Pamiętam, ze szkoły, że Don Kichot był obłąkany, myślał o sobie jako o rycerzu, walczył z wiatrakami bo sądził, że są olbrzymami, że miał giermka Sancho Pansę i źle skończył. Ale dokładnie nie znałam tej opowieści.

Kim był Don Kichot z La Manchy?

Mój hiszpański bohater był szlachcicem mieszkającym w wiosce La Mancha w XVI wieku i naprawdę nazywał się Alonso Quijano.
Jego pasją było czytanie całymi dniami romansów o rycerzach i damach ich serc a jego marzeniem było zostać błędnym rycerzem, wsławić się szlachetnymi uczynkami, pomagać i ratować wszystkich zagubionych nieszczęśliwców, przez co bezustannie wpadał w kłopoty. Wierzył, że dobro zawsze zwycięża, a zło zostaje ukarane. Don Kichot był romantykiem, idealistą i …szaleńcem.

Jego wyobraźnia kreowała zwyczajną szarą rzeczywistość wokół niego w świat rodem z baśni i rycerskich opowieści, w których wiatraki są olbrzymami, chłopki – księżniczkami, a karczmy – wspaniałymi zamkami. Wierzył w istnienie magii, czarodziejskich eliksirów, magicznych przedmiotów i zaklęć. Don Kichot był honorowy, szlachetny i odważny. Wręcz bezmyślny w swojej naiwności i brawurze.

Don Kichot stracił cały majątek na skutek swojego szalonego oderwania od rzeczywistości

Około pięćdziesiątki wyruszył na podbój świata w imię miłości do swojej ukochanej Dulcynei z Toboso. Dulcynea była prostą, niewykształconą chłopką o wątpliwej urodzie zajmującą się doglądaniem krów w oborze. W oczach Don Kichota była jednak najszlachetniejszą damą o niezrównanej urodzie, której nawet nie znał, ale kochał do szaleństwa.

Wysoki, chudy o pociągłej twarzy, ze starą, zardzewiałą zbroją, zniszczoną kopią i starą miednicą zastępującą legendarny rycerski hełm, wyruszył w podróż „po świecie” do… sąsiedniej wioski. Towarzyszyła mu koścista szkapa o imieniu Rosynant na wzór prawdziwego rycerskiego rumaka.
Niestety Don Kichot został pobity przez pierwszych napotkanych robotników, których próbował zmusić do wysławiana urody damy jego serca i poturbowany wrócił do domu.

Natychmiast po odzyskaniu sił wyruszył w kolejną podróż z człowiekiem ze wsi, którego uczynił swoim giermkiem. Sancho Pansa był całkowitym przeciwieństwem Don Kichota. Niski, krępy o okrągłej twarzy i na dodatek z małym osiołkiem.

Chciwy, chytry i pazerny, ale jednocześnie rozsądny i trzeźwo patrzący na życie, każdą rzecz rozpatrywał przez pryzmat swoich własnych korzyści. Jednocześnie przy tych wszystkich wadach był przywiązany do Don Kichota i starał się go chronić przed nieprzyjemnościami, jakie wynikały z dziwnych wyobrażeń Don Kichota o świecie. Niestety zwykle mu się to nie udawało i często musiał opatrywać rany swojego pana po licznych nieporozumieniach i bójkach.
Sancho Pansa był także naiwny, ponieważ z jednej strony zdawał sobie sprawę z szaleństwa swojego pana, z drugiej jednak wierzył w obietnice stanowisk i majątku, jakie obiecał mu Don Kichot.

Druga wyprawa trwała nieco dłużej. Don Kichot wszędzie widział damy w niewoli i złoczyńców z którymi musiał walczyć, co było przyczyną ciągłych kłopotów i obawą, że może w końcu stracić życie. O jego szaleństwie świadczył fakt, że Don Kichot zabił między innymi kilka owiec z mijającego ich stada, ponieważ myślał, że wzniecany przez nie kurz wywołany był walką dwóch armii rycerzy. No i nieustannie walczył z legendarnymi wiatrakami, które uważał za niebezpieczne olbrzymy.

Jego przyjaciele – Kapłan i Golibroda z pomocą wtajemniczonego we wszystko Sancho Pansy i udającej księżniczkę w opałach damy zwabili Don Kichota z powrotem do domu szczerze obawiając się o jego bezpieczeństwo.
Don Kichot mimo próśb i ostrzeżeń przyjaciół, wyruszył na trzecią wyprawę. Była ona niestety bardzo nieszczęśliwa w skutkach. Don Kichot zostaje szczególnie dotkliwie pobity i umarł.

Tak sobie myślę…

Tak sobie myślę o tym nieszczęśliwcu, że jakkolwiek by realnie na to nie spojrzeć, to nie jestem w stanie ocenić jednoznacznie tego szaleństwa. Może nawet go trochę rozumiem. Może nawet odnalazłam w nim trochę siebie?

Mimo nie młodego już wieku, ten człowiek pod wpływem swoich marzeń i wartości w jakie wierzył wsiadł na konia i popędził ku przygodzie. Napędzała go miłość i szalona pasja.

Czyż czasem nasze marzenia nie wydają się dla innych szaleństwem?

Irracjonalnym działaniem? Podważeniem status quo, utartych schematów?
Ile razy dostało się w dupę za głoszenie swoich idei? Ile razy wyśmiewano nasze plany, cele, wizje, marzenia?
Ile razy próbowaliśmy walczyć z systemem jak Don Kichot z wiatrakami?
Ile razy wydawało nam się, że coś wygląda inaczej niż jest naprawdę? Jak bardzo wierzyliśmy, że coś jest inne niż w rzeczywistości było? Ile poświęciliśmy? Ile za to zapłaciliśmy?

Stracone majątki, zszargana reputacja, wstyd, nieudane projekty, porażki zawodowe i osobiste.
Czy wyruszamy w kolejną podróż jak Don Kichot, czy poturbowani przez los nie próbujemy już ani razu więcej?

Zdecydowanie wolę zakończyć swoje życie ze świadomością, że każda moja podróż była warta ryzyka. Że nie skończyłam jako stara osoba w fotelu czytając tylko o podróżach z wypiekami na twarzy nigdy nie dosiadając konia nawet jeśli miałby być tylko chudą szkapą.

Prawdziwa podróż

Prawdziwe życie nie zawsze i nie dla każdego jest podróżą na czystej krwi arabie od najwspanialszego zamku do jeszcze wspanialszego zamku ze świtą zaopatrzoną w kucharza, najpiękniejszą damę serca odzianą w futra i armię broniących rycerzy ze złotymi kopiami i przyłbicami.

Nie zawsze udaje się zwyciężyć każdą wojnę po drodze zgarniając najcenniejsze łupy. Nie zawsze jest kasa na obfite posiłki w gospodzie, gorącą kąpiel i czystą pościel.
Może i Don Kichot był obłąkany, może cierpiał na psychozę maniakalną. Może był szaleńcem.
A może tylko był marzycielem, który odważył się w życiu zaszaleć. Ruszyć w swoją podróż.

Czym jest dla mnie oszczędne podróżowanie?

To czyste zapalone serce z silnym pragnieniem poznawania świata. To odwaga, żeby przerażenie codziennych zobowiązań albo pragnienie posiadania „więcej” nie zahamowało marzeń. Żeby argumenty „za” przekonywały skutecznie wszystkie „przeciw”.

To włóczenie się na luzie po mieście, czytanie w parku. Bez porannego wstawania, żeby biec i zwiedzać. Bez ścisłego planu co oglądamy każdego dnia. Bez pośpiechu.

To czas na obserwowanie życia miasta, fotografowanie domów, okien, okolic. Słuchanie ludzi, ich pięknego ojczystego języka, siedzenie w klimatycznych kawiarenkach, próbowanie tradycyjnych, lokalnych potraw.
To tanie loty, hostele, prywatne mieszkania do wynajęcia, vouchery do restauracji. To budżet, który nie jest ograniczeniem tylko wyborem. Bo dzięki budżetowi wiem, że mogę pojechać tam gdzie sobie wymarzę.

oszczędne podróżowanie

Co zrobię?

Chodząc po ulicach Madrytu powiedziałam do Bartka: -” Chciałabym podróżować, ale nie żeby tydzień lub dwa być turystką w jakimś mieście. Chciałabym pomieszkać wszędzie, żeby naprawdę poznać kraj, miasta, różne miejsca, ludzi, tradycje i kuchnię. Chciałabym mieszkać rok lub dwa w Hiszpanii, potem w Stanach, Japonii, Tajlandii, Izraelu, Francji, Szwecji i we Włoszech”

Musimy tylko tak zorganizować pracę i finanse, żeby było to możliwe. Teraz wydaje mi się to prostsze niż kiedykolwiek. Czy myślisz, że to szalone?

 

dominika