Podsumowanie czwartego miesiąca lipca nad jeziorem.

Podsumowanie. Drodzy przyjaciele! Ladies and gentlemen! Pragnę was poinformować, że czwarty miesiąc mojego wyzwania oszczędzania zakończyłam ze słabszym sukcesem.

Minimalny limit £420 nie został osiągnięty i tym samym nie dałam rady odłożyć dodatkowych £80 żeby oszczędzić £500 :/  Tak czy inaczej jestem zadowolona ponieważ w lipcu udało mi się odłożyć £300!

Sytuacja była spodziewna od początku wyzwania. Oczywista, uporzadkowana i zaplanowana. O szczegółach przeczytasz tutaj

Rozpoczynając czelendż na wiosnę wiedziałam, że latem lecę do Polski nad jezioro i umieściłam kwotę przeznaczoną na ten urlop w puli “wydatki spodziewane”. Przeznaczyłam na ten urlop £500 bo tyle mniej więcej co roku wydawałam lecąc do Polski na wakacje. Piszę mniej więcej, bo nigdy dokładnie nie liczyłam. Brałam ze sobą gotówkę a jak mi brakowało to wybierałam z bankomatu albo płaciłam kartą. Robiłam tyle drobnych transakcji, że potem nie chciało mi się tego analizować i wiedziałam tylko ile mniej więcej wydałam.

Tym razem zapłaciłam za bilet lotniczy i wzięłam resztę w gotówce z założeniem, że choćby skały ryczały to nie wydam więcej! Mało tego. Zamierzałam ambitnie wrócić po urlopie z resztą w portfelu i pochwalić się wszem i wobec jaka jestem oszczędna. I to mi się udało!

Nie jestem oczywiście aż tak estremalna, żeby odmawiać sobie wszystkiego na wakacjach, ale okazało się, że zaplanowanie i trzymanie się budżetu doskonale spełniło swoje zadanie.

Finalnie na koncie oszczędnościowym pojawiła się kwota £1800!

Podsumowanie – urlop

Wylądowałam na urlopie z określoną gotówką (£400) oraz nadzieją, że nie będę się za dużo ograniczać. Nie będę za dużo myśleć, nie będę pisać, podsumowywać ani analizować. Wymieniłam większą część funtów na złote i z radością zaszyłam się z przyjaciółmi na 10 dni nad cudnym polskim jeziorem w środku lasu. Bez sygnału wifi. Bez google’a, facebook’a i instargram’a. Telefon wrzuciłam na dno torebki i oddałam się błogiemu odpoczywaniu, opalaniu, spacerowaniu, pływaniu, czytaniu, jedzeniu.

Chillout. Cisza.

podsumowanie czwartego miesiąca lipca nad jeziorem

No…, to znaczy przy jedzeniu było najcudowniej i najrozmowniej. To był czas kiedy wszyscy szykowaliśmy jedzenie, siedzieliśmy razem przy długiej drewnianej ławie między naszymi campingami i namiotami, rozmawialiśmy, jedliśmy, piliśmy i dziękowaliśmy Bogu za nieprawdopodobnie piękny, słoneczny, upalny lipiec i za wyjątkowo ciepłe wieczory tego lata.

Nie wydałam w tym roku na książki ani złotówki mimo, że bardzo mnie kusiło, korciło i świerzbiło. Obiecałam sobie, że nie kupię żadnej nowej, póki nie przeczytam zalegających na półkach wszystkich „starych”.

Podsumowanie – zakupy

Na urlop leciałam 12 lipca zaraz po wypłacie 10 lipca więc nie robiłam zakupów ani wypłaty gotówki. Wymiotłam wszystko z lodówki do żywego. Zdecydowałam, że wypłacę na zakupy dopiero po powrocie w zależności ile kasy mi zostanie z Polski.

I tak jak na urlopie byłam zdyscyplinowana to po powrocie się rozsypałam. Wszystko mi się pomerdało z kasą, bo przywiozłam z powrotem £90 ale Bartek chciał, żeby mu przywieść fajki, więc kupiłam za złotówki. Na lotnisku wymieniłam złotówki które mi zostały na funty, po drodze do domu wypiłam kawę w Starbucks i na drugi dzień pojechałam po zakupy bo w lodówce zastałam NIC. Wzięłam z małego portfelika bo nie chciało mi się jechać wypłacić gotówki do słoika a poza tym miałam przecież miałam przy sobie gotówkę…i tak zaczęłam mieszać, że się kompletnie zagubiłam ile, w którym portfeliku i jak to miało w ogóle być?

A ponieważ stan umysłu miałam wakacyjno-urlopowy odkładałam uporządkowanie pieniędzy w nieskończoność. I odkładałam i odkładałam. Jak w końcu usiadłam ostatnio, żeby podsumować miesiąc to się okazało, że nie ogarniam.

Podsumowanie – paliwo 

Na paliwo wydałam w tym miesiącu więcej niż zwykle zakładając, że będąc na urlopie i nie jeżdżąc do pracy zaoszczędzę więcej niż normalnie. Ale wycieczka po Dawida to było dodatkowe £120 i to rozwaliło mi budżet. Ogólnie w tym miesiącu wydałam na paliwo £160. Do tego parking, jedzenie i kawa po drodze to kolejne £20.

Dawid zadzwonił do mnie kilka dni po moim powrocie z wakacji, że chciałby wrócić ze Szkocji do Kornwalii jeszcze popracować przed wyjazdem do Hiszpanii, bo jest już bez kasy. Pojechałam go odebrać do miasteczka niedaleko Manchesteru, gdzie podrzucili go z Glasgow jego znajomi. Uwielbiam jeździć samochodem, a że miałam kilka dni wolnych w pracy, zdecydowałam po drodze odwiedzić i zatrzymać się na noc u mojej przyjaciółki Agnieszki w Derby Shire. Ustaliliśmy z Dawidem, że wracając następnego dnia będziemy mieli wystarczająco dużo czasu, to wskoczymy po drodze do miasta Bath, które jeszcze zimą planowaliśmy i bardzo chcieliśmy odwiedzić całą naszą rodzinną czwórką pod koniec czerwca. Skoczyć razem na dzień lub dwa. Zatrzymać się w tanim motelu, poszwędać, porobić zdjęcia, pobyć razem. Ale z różnych powodów nie udało nam się tego marzenia w czerwcu zrealizować.

Trudno. Nie zawsze układa się zgodnie z planem. Kiedyś usłyszałam, że jak chcesz rozśmieszyć Boga, to powiedz mu co planujesz.

Następnego dnia odebrałam młodego orła i mieliśmy przed sobą cały piękny, słoneczny dzień jazdy przez wyspę.

Marzenie spełniło się. Częściowo. W trochę innej formie i innym czasie. Moje marzenia przybierają czasem swoje własne formy. Żyją swoim własnym życiem. Zmieniają zasady, czas, sprawdzają mnie. Naszym rodzinnym marzeniem i celem było zwiedzić miasto Bath, niedaleko Bristolu z rzymskimi łaźniami geotermalnymi i rzymską kremowo kamienną architekturą. Ale nie udało się.

Ok, deep breath. Take it easy, chillout. Maybe some other day. Thank you any way.

I okazało się że ten nieoczekiwany zbieg wydarzeń z powrotem Dawida sprawił, że 50% naszej rodziny w składzie Dawid i ja, zwiedziliśmy jednak to przepiękne, nietypowe angielskie miasteczko Bath, w którym kiedyś przez pewien czas żyła i pisała swoje powieści Jane Austin.

A więc jednak. Czasem moje marzenia, cele i plany układają się inaczej niż sobie wyobrażam lub oczekuję. Ale się wydarzają. I za to dziękuję

podsumowanie czwartego miesiąca lipca nad jeziorem

Podsumowanie – nauczyłam się

Lipiec nauczył mnie jak ważna jest kontrola i systematyczność. Zdałam sobie sprawę jak wcześniej brak kontroli rozwalał cały mój system. Nauczyłam się, że maksymalne zminimalizowanie transakcji sprzyja kontroli. Jeden rachunek zamiast pięciu. Jedna kwota do przeliczenia zamiast dziesięciu. Jedna minuta podsumowania zamiast piętnastu. Minimalizm.

Nie myślałam, że tak łatwo można stracić pole bitwy przez brak kontroli.

Bałagan, dezorganizacja i nieład budują chaos. Systematyczność, porządek i kontrola budują harmonię. Chaos tworzy chaos. Harmonia tworzy harmonię.

dominika