To nie jest opowieść o liczbach 

To nie jest opowieść o liczbach 

Czy tematem mojego bloga są pieniądze? 

Tak

Czy tematem mojego bloga są tylko pieniądze?

Nie

Bo to nie jest opowieść o liczbach.

Ostatnio napisała do mnie wierna czytelniczka mojego bloga, pytając o podejście do pieniędzy po osiągnięciu celu mojego rocznego wyzwania oszczędzania.

Zapytała mnie, czy po tym, jak udało mi się osiągnąć cel, nastąpiło rozluźnienie finansowe czy wypracowane nawyki wrosły głębiej i płynę z wiatrem w żaglach spokojnie, ciesząc się życiem?

Odpowiedź brzmi: 

Nawyki wrosły głęboko, poszybowały wysoko, zatoczyły kręg szeroko, i zostały na długo.

I tak płynę spokojnie z nowymi nawykami, przekonaniami i praktykami ciesząc się jednocześnie życiem. Natomiast czasem zdarza mi się nadwyrężyć budżet i wydać więcej niż zaplanowałam, bo pojawiła się świetna okazja. To wszystko jest jednak pod moją opieką i od wyzwania świadomie wydaję pieniądze, wciąż bardzo je szanując i nie wydając lekką ręką, mimo że mogę.

Challenge

3 lata temu zakończyłam z sukcesem moje roczne wyzwanie oszczędzania z kwotą 5 tysięcy funtów i naprawdę nie wiem, czy nauczyłam się więcej o pieniądzach, czy o samej sobie.

Mogę żyć minimalistycznie, ekonomicznie, rozsądnie i oszczędnie oraz maksymalistycznie czerpać radość z życia, spełniać marzenia, kupować czując bezpieczeństwo i finansowy święty spokój. 

Większość osób myśli, że to połączenie jest niemożliwe. Że jest albo to, albo to. 

Albo się ciśnie, przykręca śrubę, zaciska pasa na maksa i przydusza pieniądze, samemu tracąc oddech albo żyje się rozrzutnie, spontanicznie i hedonistycznie jakby jutro nie istniało, a my nie mielibyśmy rachunków do zapłacenia. 

W holistycznym ujęciu życia to podejście się nie wyklucza, tylko wspiera. 

Przynajmniej ja tak wybrałam i codziennie wybieram żyć. I wiem, że to jest możliwe. 

Rozsądnie i spontanicznie jednocześnie.

To nie jest opowieść o liczbach

Zaciekawiło mnie to, że czytelniczka mojego bloga tak naprawdę nie potrzebuje uczyć się oszczędzania pieniędzy. 

Ona sama jest na finiszu swojego, o wiele dłuższego i większego wyzwania niż moje. 

Zaskoczyło mnie, jak ona napisała, że tu nie chodzi o same pieniądze, ale o spokój i możliwości, które pieniądze dają. Że kiedy zaczynała swoją przygodę edukacji finansowej, nie spodziewała się, że to pójdzie o wiele dalej. 

Napisała: „nikt kto tego nie przerobił, chyba nie uwierzy, że ta opowieść nie jest o liczbach”

Tu następuje pauza i zalega znacząca cisza. 

Co to znaczy, że oszczędzanie to nie jest opowieść o liczbach?

Naprawdę myślałam, że czytelniczki mojego bloga szukają konkretnych porad z zakresu oszczędzania, tworzenia budżetu domowego, planu finansowego, kalendarza wydatków itd. i zastanawiałam się często i grubo nad sensem rozpisywania się o przekonaniach. 

Więc moje pytanie brzmiało: 

„Czego szuka na moim blogu młoda, samodzielna kobieta, która od dawna jest świadoma finansowo, ma swoje sprawdzone sposoby, dzięki którym oszczędza kasę i za chwilę osiągnie wielki cel-marzenie finansowe swojego dotychczasowego życia?”

I pierwszy raz spojrzałam z innej perspektywy na moją radosną artystyczna finansową twórczość. Zdałam sobie sprawę; a tak naprawdę to ona, Justyna uświadomiła mi, jak to jest niezwykle ważne. 

Perspektywa nie kogoś, kto potrzebuje planu finansowego, ścisłego budżetu czy nauczenia się zestawienia finansowego tylko osoby ciekawej tego, co jest głębiej, wyżej, szerzej i dłużej. Tego, co jest w głowie i emocjach

Jej pytanie o to, czy po moim wyzwaniu oszczędzania wróciłam do starych nawyków, czy kontynuuję rozsądne finanse, było pełne ciekawości jej samej. 

Tak, jakby szukała potwierdzenia albo bratniej duszy, która przechodzi to samo. Ma te same pytania, podobne wątpliwości.

Jak postąpi ona po osiągnięciu swojego celu? Czy totalnie ulegnie swobodzie, uczuciu ulgi i zacznie wydawać pieniądze na totalnym luzie czy jednak zachowa zdrowy rozsądek, tak mało popularny wśród osób, które zna? 

Pytania 

Czy zachowa dobre nawyki i praktyki? Czy będzie pamiętać o różnicy pomiędzy potrzebą a zachcianką? Czy zadba o siebie rozsądnie? Zachowa balans? Czy może przekroczy granicę pomiędzy zdrowym rozsądkiem a przesadnym zaciskaniem pasa? 

Będąc w tym samej bez wsparcia, można stracić jasny pogląd sytuacji i zaufanie do siebie zastanawiając się: 

Czy wciąż jestem rozsądna, czy już zrobiłam sknerą i żałuję zadbać o siebie i pojechać na wypasione wakacje?

To są realne pytania.

Takie same jak inne pytania na innym etapie naszego życia. Jak mam oszczędzać, gdy nie wystarcza mi od pierwszego do pierwszego? Ile razy można próbować? Po co oszczędzać, jak i tak zawsze coś się wywali niespodziewanego i zabierze wszystko, co do tej pory oszczędziłam? Życie jest wystarczająco ciężkie, po co mam się jeszcze ograniczać? 

Kwestia wyboru 

Moja opowieść jest taka, że po osiągnięciu celu wydałam wszystkie zgromadzone pieniądze, żeby wyposażyć moje nowo kupione mieszkanie we wszystko, o czym marzyłam. Duża rogowa sofa, wielkie łóżko Continental z najwygodniejszym materacem na świecie, drewniane rolety, nowe garnki i rodzinny stół z wygodnymi krzesłami. 

I pojechałam na obiecany sobie w nagrodę wypad do Neapolu. 

Wydawałam te zaoszczędzone pieniądze z wdzięcznością i radością, ale też pewnością, że skoro raz mi się udało, to mogę to powtórzyć. Bez ciśnienia i stresu. 

Bo nawyki są we krwi, a wolność wyboru jest po mojej stronie i tylko ode mnie zależy czy chcę oszczędzać, ile chcę odłożyć, ile poświęcić na to czasu i jak bardzo chcę się zaangażować. 

Słabości

I po tych 3 latach, które minęły od finału wyzwania, zdarzały się miesiące, że przekraczałam budżet, albo w ogóle nie robiłam żadnego podsumowania czy zestawienia. Jesteśmy tylko ludźmi i mamy swoje słabości, uczucia i emocje. Jesteśmy też AŻ ludźmi i mamy dostęp do nieograniczonych zasobów siły i energii życia.

Są czasem momenty, kiedy życie skupia naszą uwagę naprawdę wyjątkowo mocno na czymś zupełnie innym i wywala nas do góry nogami, że traci się nadzieję.

I jasne, że pieniądze nie są najważniejsze, gdy w grę wchodzi rodzina, przyjaźń, zdrowie albo życie. 

Natomiast osobiście przekonałam się, jak bardzo są ważne. Jak ważne jest bezpieczeństwo i spokój finansowy, gdy pojawiają się w życiu osobiste burze i huragany. I okazało się też, że mimo tych słabości i potknięć mam też ogromną siłę, żeby się pieniędzmi nie martwić.

Żeby pozwolić sobie niemartwienie, gdy na parę miesięcy bez pracy i przychodu powali nas choroba 

Dlatego wiem, że tak ważne jest, aby zadbać o pieniądze w naszym życiu.

I do tego cię namawiam z całego serca.

Bo wiem, że Ty też masz to wszystko w sobie. Tylko że czasem ból i lęk, który jest często związany z historiami i doświadczeniami, które przeszliśmy z pieniędzmi w tle, jest na tyle silny, że nie chce nas uwolnić, aby spróbować kolejny raz z nową nadzieją. 

Nauka

To, czego się nauczymy, nigdy nie znika. A jeśli praktykujemy i trenujemy, to jeszcze bardziej się umacniamy. Dojrzewamy. Jeszcze bardziej nabieramy wartości i zaufania. Do siebie, do życia, do Boga. Tak jak ja nabrałam pewności i zaufania, że finansowo dam sobie radę. Bo jak mówi siostra mojego Bartka: „pieniądze się zawsze zarobi” 

Tak jest w mojej opowieści.

Moje poznanie, moja przygoda z pieniędzmi, cały rozwój osobisty z tym związany wykracza szeroko i daleko poza liczby, analizy wydatków i podsumowania kosztów. 

W procesie porządkowania pieniędzy nie chodzi tylko o pieniądze, ale o porządek z nami samymi. 

Oczywiście pieniądze są tu tematem, wokół którego się skupiamy, ale to nie jest opowieść tylko o liczbach.

I nie ma w tym żadnej magii, czarów ani nadprzyrodzonych umiejętności czy talentów.

To nie jest opowieść o liczbach.

Bazą i tłem dbania o pieniądze jest połączenie mojego rozwoju osobistego, duchowego oraz poznania psychologii, które są moją pasją i oddziaływanie tych wszystkich nurtów w codziennym życiu.

Dlatego to, co piszę, ma wymiar praktyczny, bo jest przetrenowane na moim żywym organizmie w warunkach codziennego życia i doświadczeń, które spotykają nas wszystkich jako ludzi. 

Dług, kredyt, pożyczka, nieterminowe spłaty, stres, wstyd, ukrywanie, ciężka praca bez efektów, życie od pierwszego do pierwszego, niespodziewane wydatki, ciągłe koszty większe niż przychody, załamanie, depresja. 

Powolne porządkowanie, rzucanie tego całego oszczędzania w cholerę, znowu próbowanie, stworzenie planu, opanowanie budżetu i siebie, zrozumienie potrzeb i zachcianek, decyzja wyzwania i pierwsze sukcesy. 

To jest moja droga, moje doświadczenia, moje refleksje, mój rozwój. To są przekonania i wartości, ale też konkretne realne, praktyczne działania. 

Pieniądze. Wielki przerażający potwór 

Na początku porządkowanie pieniędzy wygląda jak wielki przerażający potwór, który trzyma nas za gardło. 

Boimy się spojrzeć mu w oczy, bo jest tak straszny.

Paraliżuje nas myśl o tym, żeby otworzyć oczy i przyjrzeć się jak on wygląda. I co w nim jest takiego potwornego? Czy wygląda jak jeden wielki stwór, czy jak smok z dziesięcioma wielkimi głowami? A może tylko słyszymy jak głośno sapie i warczy zza ciemnej szafy? Może jest tak naprawdę mały, jak szczur, mała myszka albo pająk? Skąd mamy wiedzieć jak wygląda ten strach, skoro boimy się otworzyć oczy?

Z nieznanych nam powodów odczuwamy to, jak gigantycznego, chcącego nas pożreć żywcem Tyranozaura Rex.

Jednak gdy przestaniemy uciekać, tylko się zatrzymamy i spokojnie temu przyjrzymy, to się okaże, że jest tak mały i wątły, że możemy go przesunąć nogą, aby bez stresu otworzyć konto bankowe, żeby sprawdzić, jak faktycznie wygląda nasza sytuacja finansowa. 

Jak wygląda twój potwór? Czego się w nim boisz najbardziej? Tego, że cię pożre? Tego, że nie zniesiesz, jak głośno ryczy? Co cię paraliżuje? Może to, że wytknie cię palcem i powie: wstydź się dziewczyno, coś ty narobiła z tymi finansami? 

Każda z nas ma swoje opowieści. 

Każda z nas ma swoje wstydy i lęki.

Niektóre z nas mają swoje pytania i często już gotowe odpowiedzi. 

Cudownie jest, jak wszystko w życiu układa się dobrze, mamy super rodzinę, przyjaciół, zdrowie, pracę, bezpieczny dom i nie musimy martwić się o pieniądze. 

Ale żyjemy na planecie Ziemia a tu się różnie dzieje. 

Tylko od nas zależy, jak chcemy się czuć w tej naszej opowieści.

Dominika